Arita i Hasami – porcelanowy kiermasz

Arita to miejsce, gdzie powstaje słynna japońska porcelana. Aritayaki to synonim najwyższej jakości i charakterystycznego stylu – porcelana Arita jest zazwyczaj zdobiona w niebieskie lub wielokolorowe wzory. W 2016 roku minie 400 lat od kiedy w okolicy Arita odnaleziono glinkę kaolinową, z której zaczęto wytwarzać porcelanę. Porcelana z Arita od połowy XVII wieku była eksportowana do Europy i do dziś jest ceniona za swoją wysoką jakość. Arita i pobliskie, mniej znane miasteczko Hasami, to do dziś bardzo prężnie działające ośrodki produkcji zarówno porcelany jak i ceramiki. Raz w roku odbywa się tu ogromny kiermasz – na długości kilku kilometrów ustawione są stoiska pracowni i firm handlujących porcelaną . Można wówczas kupić piękne naczynia po okazyjnych cenach. Japończycy przyjeżdżają na zakupy z całego kraju a japońska poczta mimo dni wolnych od pracy uruchamia tu swoje stoisko aby dla wygody zakupione “zdobycze” od razu można było wysłać do domu.
To moja druga wizyta w Arita i kolejne “spotkanie” z japońską porcelaną, która, mimo mojej zdecydowanej słabości do ceramiki, wydaje mi się coraz piękniejsza :) Tak czy inaczej moją uwagę przykuło stoisko pracowni Kasengama, gdzie prezentowano piękne ceramiczne wazony, miseczki i matchawany w nietypowych, różnorodnych kolorach. Kilka wzorów kupiliśmy dla Nagomi, mamy nadzieję, że spodobają się naszym Klientom.

Aganoyaki – ceramika herbaciana

Aganoyaki to ceramika wytwarzana w prefekturze Fukuoka. Jej historia sięga XVII w. i podobnie jak w przypadku wielu ośrodków ceramicznych – ten także był zapoczątkowany przez „sprowadzonego” do Japonii Koreańczyka. Aganoyaki nie jest popularnym stylem ceramicznym. Bardzo trudno nam było znaleźć miejsce, do którego należy się udać aby zobaczyć pracownie wytwarzające naczynia aganoyaki. Dwa razy do roku w niewielkiej wiosce Akaike odbywa się mało znany festiwal aganoyaki. Dzięki informacjom znalezionym w internecie udało nam się dotrzeć do Akaike właśnie na święto ceramiki. Odwiedziliśmy kilka pracowni i dzięki uprzejmości ich właścicieli dowiedzieliśmy się, że aganoyaki znana i ceniona jest zwłaszcza w kręgach herbacianych. Ceramika agano była w XVII w. jednym z ulubionych stylów mistrzów drogi herbaty, m.in. Kobori Enshu – ucznia słynnego Furuty Oribe. Naczynia wytwarzane w okolicach Akaike są często delikatne i stosunkowo lekkie a najbardziej charakterystyczne szkliwo to zielono – turkusowe tzw. ryokusho. Oprócz niego wiele naczyń szkliwionych jest popiołową glazurą haiyu a także techniką kohiki. Pracownie ceramiczne w Akaike i sąsiednim Fukuchi położone są często w pięknych tradycyjnych budynkach otoczonych urokliwymi ogrodami. W jednym z takich miejsc mieliśmy okazję skosztować wybornej herbaty matcha (nomen omen sprowadzanej specjalnie z Hoshino) w towarzystwie pysznych tradycyjnych słodyczy podanych na pięknej ceramice. A to wszystko w eleganckim klasycznym wnętrzu z widokiem na cudowny ogród… Japońska estetyka, którą można posmakować wszystkimi zmysłami…

Wizyta na plantacji herbaty w Hoshino (Yame)

Najciekawszym dotąd doświadczeniem tegorocznej podróży do Japonii była wizyta na plantacji w Yame, skąd sprowadzamy wysokogatunkowe herbaty m.in. matcha i gyokuro. Trafiliśmy na najlepszy moment, ponieważ pola herbaciane wyglądają teraz najpiękniej – tuż przed zbiorami zachwycają soczystą zielenią młodych liści. Dwa lata temu odwiedziliśmy jesienią plantację w Ise, jednak był to już wówczas czas po zakończeniu zbiorów i wrażenia były zupełnie inne. Hektary herbacianych pól, krzewy posadzone w niekończące się równe rządki na urokliwych stokach górskich… i nastrój radości, święta, wdzięczności za kolejne dobre zbiory doskonałej herbaty. Chyba nigdy wcześniej nie spróbowałam tylu rozmaitych herbat, zaparzonych na różne sposoby, co tego dnia, kiedy przesympatyczny p. Sakada starał się przekazać nam najwięcej wiedzy “herbacianej” jaką można przyswoić jednego dnia :) Dowiedziałam się m.in. że nasza (tzn. dostępna w Nagomi) herbata gyokuro zwana jest w Japonii hongyokuro. Krzewym z której powstaje gyokuro przykrywane są na 20 lub więcej dni przed zbiorami, aby ograniczyć dostęp promieni słonecznych i ciepła – dzięki temu w liściach zostaje bardzo dużo cennego chlorofilu a herbata nabiera szczególnego smaku i aromatu. Jednak tylko na niektórych plantacjach – tak jak w Hoshino (Yame) – krzewy przykrywa się tradycyjnym namiotem z naturalnej słomy, a nie matami ze sztucznego tworzywa. Taka uprawa pozwala wytworzyć gyokuro wyjątkowo wysokiej jakości, zwane w świecie japońskich “herbaciarzy” hongyokuro czyli “prawdziwe gyokuro”. W regionie Yame wiele jest małych, rodzinnych plantacji herbaty. Kiedy nadchodzi czas zbiorów, na plantacjach pracują całe rodziny a sąsiedzi pomagają sobie nawzajem. Tak pracują także w Hoshino-seicha – na czas zbiorów także pracownicy “biurowi” i ich rodziny pomagają przy zbiorach. Hoshino położone jest na stokach gór, są to najlepsze warunki dla uprawy herbaty ze względu na różnice temperatur i powstawanie mgły.
W niżej położonych rejonach Yame zbiory już się rozpoczęły, w Hoshino trzeba poczekać jeszcze kilka dni. Zarezerwowaliśmy już tegoroczną herbatę shincha dla Nagomi, powinna dotrzeć do nas najpóźniej pod koniec maja, a tegoroczne opakowania możecie zobaczyć na zdjęciu.
Dzięki zaangażowaniu i uprzejmości p. Sakady mieliśmy okazję spróbować kilku innych rodzajów herbaty z Hoshino, nowości pojawią się na przełomie maja i czerwca, a wśród nich także herbaty “dedykowane” do picia w letnie upały.

Kirishima – kraina wulkanów i dymiących onsenów

Kirishima to wulkaniczny park narodowy na Kyushu pomiędzy Kagoshimą i Miyazaki. Kiedy naście lat temu mieszkałam w Fukuoce, wybrałam się na trekking po tych terenach, ale na miejscu zaskoczył mnie tajfun i musiałam czym prędzej wracać do cywilizacji. Tym razem udało się trafić na lepszą pogodę i wreszcie zobaczyłam góry i powulkaniczne jeziora, o których czytałam i które oglądałam na fotografiach. W 2011 roku po ponad 300 latach uśpienia wybuchł tu wulkan Shinmoedake, stąd wiele tras w okolicy jest od tej pory zamkniętych. Słynne kiedyś pola różaneczników pokazywane na wszystkich pocztówkach z tej okolicy wyschły i zmarniały w wyniku rozlewu lawy. Jezioro w kraterze Shinmoedake wypełniła lawa, a w okolicznych miasteczkach podobno doszło do wielu zniszczeń spowodowanych wstrząsami od wybuchu. Kiedy tu jestem, choć pozornie chodzę po “zwykłych” górskich ścieżkach, to mam świadomość, że pod powierzchnią ziemi wszystko wrze, kotłuje się i gotuje. Niezliczone gorące źródła, parujące “sadzawki” do moczenia nóg, stragany, na których bezpośrednio na parze z gorącej wulkanicznej wody gotuje się warzywa, jajka i inne potrawy – Japończycy świetnie potrafią wykorzystać “dary” natury, które we mnie budzą respekt a nawet grozę…
Tak czy inaczej turkusowe wulkaniczne jeziora, księżycowe krajobrazy wygasłych, a może tylko uśpionych kraterów, robią wielkie wrażenie. Po kilkugodzinnej wspinaczce cudownie jest usiąść z innymi turystami na brzegu tzw. foot spa :) , pomoczyć nogi w parującej wodzie i podzielić się wrażeniami z wędrówki.

Japonia = pyszne jedzenie :)

Kiedy spotkałam się w Tokio z moją japońską koleżanką zapytała mnie na co najbardziej czekam kiedy jadę kolejny raz do Japonii. Odpowiedziałam szczerze i prozaicznie – JEDZENIE. Kocham tutejsze potrawy, prawie bez wyjątku, a moje ulubione zamieszczam na tym krótkim fotoblogu z obecnej podróży. Dla mnie serek sojowy tofu na wszelkie sposoby i w każdej postaci a Marcin codziennie może jeść makarony (gryczany soba albo pszenny udon). Tych smaków, aromatów i przede wszystkim atmosfery małych przydrożnych knajpek po prostu nie da się odtworzyć w polskich warunkach, dlatego objadamy się niestety bez pamięci i obiecujemy sobie, że zaraz po powrocie przejdziemy na dietę :)

Obrazki z Tokio

Do Japonii przyjechaliśmy już kilka dni temu, ale mimo zaawansowanej technologii mieliśmy trochę problemów technicznych i nie mogliśmy publikować bloga.
Dlatego w skrócie przedstawiamy kilka obrazków z Tokio, które za każdym naszym pobytem tutaj wydaje nam się coraz bardziej „oswojone”. Dzięki japońskim i mieszkającym tu polskim przyjaciołom poznajemy nowe zakątki, miejsca pełne zagranicznych turystów jak i te nieopisane w przewodnikach. Tym razem zaskoczyła mnie wycieczka na górę Takao, która jest w granicach administracyjnych Tokio, a wydaje się wyprawą daleko poza miasto. Gdyby nie wszechobecne tłumy dzieci na szkolnych wycieczkach można by pomyśleć, że wyjechaliśmy na prawdziwy „trekking”. Widok z góry Takao na drapacze chmur na Shinjuku daje zupełnie inne spojrzenie na ten zatłoczony kawałek świata. Tokio wygląda jak niewielka wyspa cywilizacji zagubiona wśród gór i lasów.
A w samym Tokio – w ogrodach cesarskich kwitną różaneczniki i późne odmiany wiśni – choć sezon hanami teoretycznie już się zakończył teraz pikniki w parkach są pod hasłem „tsutsuji” czyli podziwiania azalii i różaneczników właśnie :) .

Święto kamelii w Hagi

Kilka lat temu spędziliśmy w Hagi cudowny tydzień. Błądziliśmy po uroczych uliczkach, piliśmy herbatę w klimatycznych galeriach i kawiarenkach, oglądaliśmy piękne naczynia, które sądząc po zamówieniach w Nagomi, Wam również bardzo przypadły do gustu :) Często wracam we wspomnieniach do tego wyjątkowego miejsca i jego klimatu. Na przełomie lutego i marca, właśnie teraz, w Hagi trwa “festiwal kamelii” – tsubaki matsuri. Na wulkanicznej górze Kasayama jest 10 hektarów kameliowego lasu. 25 tysięcy drzew zakwita czerwono – różowymi kwiatami. Japończyków szczególnie zachwyca widok tysięcy kwiatów, które spadły na leśne dróżki i przypominają o ulotności tego, co piękne… Kwitnienie kamelii w Hagi to czas radości, zabaw i imprez na świeżym powietrzu. Są występy lokalnych zespołów muzycznych, pokazy i przedstawienia, parzenie herbaty matcha a także oczywiście sezonowe ciasteczka w kształcie kwiatów kamelii.

Shouchikubai – symbole szczęścia i powodzenia

Furoshiki ozdobione motywem shouchikubai

Shouchikubai oznacza sosnę, bambus i śliwę – zestawienie trzech symboli szczęścia i powodzenia. Te trzy drzewa są w Japonii uznane za wyjątkowe ze względu na swoje symboliczne cechy. Sosna to oznaka siły, trwałości i długowieczności, symbolizuje też nieustępliwe pokonywanie trudności. Bambus to siła wzrostu i nieugiętość. Śliwa to symbol budzącej się wiosny, radości i pozytywnej energii. Shouchikubai jest często używanym motywem zdobniczym na tkaninach (kimonach, pasach obi, chustach furoshiki), obrazach czy też ceramicznych i porcelanowych naczyniach. Przedmioty z wizerunkiem sosny, bambusa i śliwy mają przynieść ich właścicielowi szczęście i powodzenie. Te trzy rośliny występują zwykle razem jako elementy ozdób noworocznych ustawianych w Japonii przed wejściem do domu.

Plantacja herbaty w Ise

Ostatnie dwa dni spędziliśmy na towarzyskich spotkaniach w Tokio i odpoczynku od napiętego planu zwiedzania, oglądania, fotografowania. Tymczasem nie napisałam jeszcze o wizycie na plantacji herbaty w Ise. Pora roku jest niestety mało sprzyjająca – ostatnie zbiory skończyły się na początku października. Plantację udało się jednak zobaczyć – równiutko przystrzyżone rzędy krzewów położone malowniczo na niewielkich wzgórzach między lasami. W tej chwili krzewy herbaciane właśnie kwitną – na zdjęciach możecie zobaczyć ich niepozorne białe kwiaty. Świeże liście poddawane są wstępnej obróbce parą wodną (przerwanie fermentacji) oraz wstępnemu suszeniu. W tej postaci (aracha) herbatę przechowuje się w chłodniach w temperaturze 5 stopni. Ze wszystkich urządzeń w wytwórni herbaty największe wrażenie zrobiło na mnie niewielkie urządzenie do proszkowania herbaty matcha i funmatsu ryokucha. Nieduży pojemnik wypełniony jest częściowo ceramicznymi kulkami. Po wsypaniu do niego liści herbaty jest on szczelnie zamykany i obraca się we wszystkie strony a liście rozcierane są na drobny proszek – przygotowanie 10 kg pyłu wymaga 24 godziny ciągłej pracy maszyny.
Marunaka seicha to mała rodzinna firma, pan Nakamura odziedziczył ją po swoim ojcu, na stałe zatrudnia tylko 6 osób. Herbata zbierana jest 3 razy w roku – w maju, pod koniec czerwca i na początku października. Pan Nakamura otrzymał za swoje produkty wiele nagród i wyróżnień, ale jest człowiekiem bardzo skromnym i poza dyplomami, które zauważyliśmy na ścianach w biurze, nie mogliśmy się zbyt wiele na ten temat dowiedzieć :) W miasteczku Watarai, gdzie mieści się nasza plantacja wszystko jest związane z herbatą – większość dań w miejscowej restauracji ma jakiś herbaciany akcent – makaron, fasolowe ciasteczka, nawet ryżowe przekąski onigiri posypuje się herbatą.
Chciałabym wrócić w takie miejsce wiosną, może uda się za kilka lat…

Tokoname okiem turysty

Ceramikę z Tokoname zaprezentowaliśmy w Nagomi już 3 lata temu. Jednak wówczas nasza wizyta w tym miasteczku była poświęcona prawie tylko i wyłącznie nawiązaniu kontaktów z ceramikami. Czajniczki z Tokoname to moja perełka w galerii, zachęcam do nich wszystkich klientów zainteresowanych ceramiką do herbaty, bo to naprawdę wyjątkowe, niezwykle precyzyjnie i estetycznie wykonane naczynia. Dziś postanowiliśmy dokładniej zwiedzić miasteczko Tokoname, bo z informacji wynalezionych w internecie wynika, że naprawdę jest co oglądać. Obeszliśmy więc wzdłuż i wszerz wszystkie ceramiczne ścieżki. Ich szczególny urok polega na tym, że wzniesienia, na których położone są uliczki, umocnione zostały ceramicznymi rurami i butelkami, w których kiedyś przechowywano sake (a właściwie nieco mocniejszy alkohol shochu). Recykling, tradycja i wyjątkowy charakter tego miejsca…
Z myślą o panu Jacku i jego potłuczonym imbryczku :) wypytałam dokładnie o technikę wytwarzania czarnych naczyń, które są w Tokoname prawie tak samo często spotykane jak ceglastoczerwone. Otóż okazało się, że rzeczywiście, tak jak się wszędzie podkreśla, czajniczki z Tokoname, nawet te czarne, nie są pokrywane szkliwem. Elegancki czarny kolor uzyskuje się podczas drugiego wypału, dzięki umieszczeniu naczynia w szczelnym pojemniku wypełnionym węglem. Popiół dokładnie pokrywa całe naczynie tak, że sprawia ono wrażenie jakby było wykonane z czarnej gliny. Generalnie w Tokoname nie stosuje się glazury, a wszelkie niezwykłe efekty kolorystyczne to rezultat rozmaitych “naturalnych” metod wypalania. Tej pouczającej lekcji ceramicznych technik udzielił mi pan Isomura – artysta jednej z maleńkich pracowni, które można tu znaleźć na każdym kroku. Na koniec naszej rozmowy pozwolił sobie nawet zrobić zdjęcie i był wyraźnie zadowolony, że ktoś z drugiego końca świata interesuje się jego pracą… :)
Po kilku godzinach wędrówek wąskimi uliczkami zjedliśmy obiad z daniem głównym w postaci ryby fugu (znanej z tego, że zawiera śmiertelną truciznę i musi być przyrządzona przez fachowca) – Marcin początkowo chciał zmienić menu na kurczaka, ale ostatecznie wykazał sie wielką odwagą i jak na razie wygląda na to, że była to dobra decyzja :)
Jutro czeka nas wizyta na plantacji herbaty, która dla mnie jest punktem kulminacyjnym tegorocznej podróży.

←Starsze