Hanabi w Kashii

Odwiedziliśmy dzisiaj Kashii. Tak nazywa się jedna z dzielnic Fukuokoki oddalona od centrum o kilkanaście minut podmiejskim pociągiem. Dla Gosi była to podróż wspomnień. Tutaj 10 lat temu mieszkała przez rok w akademiku studiując na Uniwersytecie Kyushu. Nie o tym jednak chciałbym pisać, ale o tym co przypadkiem tak zastaliśmy – festiwal sztucznych ogni. Japończycy jak żaden chyba inny naród pielęgnują swoje tradycje i każdy region, każde miasto słynie z różnych mniej, lub bardziej ciekawych imprez zwanych MATSURI. Matsuri to po prostu festiwal, miejsce i czas w którym tysiące osób spotykają się żeby razem świętować. Ten na którym trafiliśmy w Kashii nie należał ani do znanych, ani do szczególnych pod względem swojej atrakcyjności. Zwykły godzinny pokaz sztucznych ogni, taki jak u nas w Ursusie organizowany jest co roku na zakończenie wakacji. Z tą różnicą, że na ten w Fukuoce specjalnie przyjeżdża ponad 100 tysięcy ludzi w większości ubranych odświętnie w kolorowe yukaty. I to jest najbardziej niesamowite. Całe rodziny, pary i grupy przyjaciół specjalnie na tą godzinę ubierają się w piękne tradycyjne stroje. Bardzo przyjemnie na to patrzeć. Aż żałuję, że nie miałem okazji uczestniczenia w innych festiwalach w Japonii, bo wiem, że są one jeszcze bardziej uroczyste i wesołe niż ten, którym miałem okazję zobaczyć – małą namiastkę Matsuri.

Zobacz również:

  1. Jedzenie – za to też kocham to miejsce :)
  2. Karatsu raz jeszcze
  3. Fukuoka moja miłość
  4. JR Kyushu

Dodaj swój komentarz

Treść: